Ateizm we wszystkich odcieniach

Związki ateistów i wierzących

Miłość jest ślepa. Ponoć nie ogląda się na wygląd, przekonania, kolor skóry, zasobność portfela, wyznanie… a co z jego brakiem? Jak na co dzień radzą sobie pary, gdzie jedna z osób jest wierząca (czasem bardzo) a druga nie?

Zdjęcie: mendhak/Creative Commons

Zdecydowana większość mieszkańców naszego kraju to katolicy. W codziennym życiu często zapomina się nawet, że są wśród nas również przedstawiciele innych wyznań oraz ateiści. O ile tych pierwszych można jeszcze czasem odróżnić po np. szczególnym wyglądzie, o tyle ciężko stwierdzić “na oko” czy ktoś jest ateistą (zakładając że osoba ta nie ma na sobie koszulki z nadrukiem “nie piję, nie palę, nie wierzę”). Pytanie o wiarę rzadko pojawia się też na pierwszych randkach .

A co w wypadku gdy wierzący chłopak dowiaduje się w pewnym momencie, że spodobała mu zdeklarowana ateistka? Taką historię opisuje jeden z forumowiczów pewnego portalu:

Poznałem kiedyś pewną dziewczynę. Bardzo mi się spodobała, dobrze mi się z nią rozmawiało. Po jakimś czasie okazało się że jest zdeklarowaną ateistką. Dla mnie, wierzącego chrześcijanina, jest to poważna przeszkoda, która właściwie wyklucza wszystko jeśli chodzi o moje poważne związki z kobietami ponieważ przekłada się to dla mnie na ważniejsze sfery egzystencji ludzkiej. Pomimo tego, że darzyłem ją dość dużo sympatią, postanowiłem powoli wyciszać tą znajomość. Powiedziałem jej to co wyżej napisałem. Bardzo chciała żebym nie poruszał tematów wiary ale dla mnie to było zbyt istotne. Doszło do nieporozumień. Zarzucała mi, że wszystko przez to zepsułem i tak naprawdę jestem kretynem bo mogło z tego jednak coś wyjść. Tłumaczyłem jej że jest mi przykro, ale to było jednak nie do pogodzenia. Po prostu byśmy się raczej na pewno nie zrozumieli i byłoby z tego więcej dramatów niż radości.

Następnie pojawiły się argumenty, że w ważnych sprawach partnerzy powinni być jednomyślni aby uniknąć konfliktów w przyszłości. Ktoś nawet napisał że “mi ciężko jest się przyjaźnić z ukrytym ateistą, a związku to już sobie nie potrafię wyobrazić”.

W tym wypadku kwestie wyznaniowe okazały się dla jednej ze stron na tyle ważne, że uniemożliwiły dalszy rozwój relacji. Czy jednak zawsze musi tak być? Z odpowiedzią przychodzi jedna z wypowiedzi zamieszczona w tym samym temacie:

Jestem żoną ateisty. Wychowano mnie w wierze katolickiej, i kiedyś też sobie mówiłam, ze nigdy, przenigdy nie zwiążę się z osobą innego wyznania- a tu proszę, trafił mi się bezwyznaniowy mąż. O naszej relacji też można by pisać i pisać, bo trzeba się było umieć dostosować jedno do drugiego, trzeba się było nauczyć szanować przekonania i poglądy drugiej osoby, trzeba było do pewnych rzeczy dorosnąć, ale nie zamieniłabym mojego ateisty na żadnego innego wierzącego.

Autorka wskazuje następnie, że jej zdaniem kluczem do udanego związku w tym przypadku jest, jak w każdym innym, pogodzenie się z odmiennymi poglądami partnera, rozmowa, chęć zrozumienia i tolerancja.

Wiara może być ślepa. Także na miłość.
Zdjęcie: Dollen/Creative Commons

Kiedy taki związek ma szansę?

W przypadku ludzi ortodoksyjnych w kwestiach swojej wiary, porozumienie, a tym bardziej związek wydają się sprawami abstrakcyjnymi. Ciężko żyć z kimś, kto codziennie próbuje Cię nawrócić, lub gania z wodą święconą po mieszkaniu. Takim ludziom bardzo ciężko przychodzi akceptacja poglądów innych, tym bardziej nie ma mowy o ich zmianie, czy korekcie.

Podobnie, słysząc od osoby którą kochamy słowa “Bóg jest dla mnie najważniejszy. Ale ty też jesteś ważny”, niektórzy mogą poczuć się dotknięci. “Jak to? Jestem na drugim miejscu, zaraz po urojonej istocie?”.

Wzajemna tolerancja

Jeśli jednak pominiemy przypadki skrajne, istnieje możliwość na zbudowanie udanego, trwałego związku między ateistą i osobą wierzącą. Na początek my, jako ateiści, powinniśmy zadać sobie pytanie: kogo tak na prawdę kochamy? Osobę stojącą przed nami, czy nasze poglądy? Nieważne jak pewni jesteśmy, że boga nie ma. Nieważne jak głupie wydają nam się obrządki religijne naszej drugiej połówki. Skoro ją kochamy, nie możemy wymagać od niej odejścia od własnych przekonań – niezależnie czy są one prawdziwe czy też nie. Przecież tego samego oczekujemy my sami – tolerancji i akceptacji tego, że nie zamierzamy chodzić do Kościoła, przyjmować sakramentów itp.

Ktoś może powiedzieć “dobrze, każdy ma prawo do swoich poglądów, ale jej poglądy są błędne, religia to urojenie”. Osobiście zgadzam się z tą tezą, jednak jeszcze raz trzeba zadać sobie pytanie co jest ważniejsze – prawda o nieistnieniu boga, o którą walczymy, czy nasz ukochany/ukochana.

Granice takiej tolerancji każda para wyznacza sobie oczywiście oddzielnie. Ważne jest tylko, by nie zmuszać partnera do zbytnich wyrzeczeń, ani też samemu nie poświęcać się za bardzo – taka proporcja w związku jest nienaturalna. Łatwiej też będzie w nim o awantury, z racji że jedna ze stron będzie się w nim czuć pokrzywdzona, nawet jeśli pierwotnie zgodziła się na taki “układ sił”.

A może jednak przekonywać?

Można również spróbować przekonać partnera do przejścia na ateizm. Rozmowa z całą pewnością musi być spokojna, najlepiej by wynikła możliwie naturalnie, np. podczas wspólnego oglądania filmu. Powinniśmy przedstawiać swoje argumenty, dać drugiej osobie czas na ich przemyślenie, ale również aktywnie słuchać tego co ona ma do powiedzenia. Jeśli rozmowa będzie przebiegać w dobrej atmosferze można ją potem powtórzyć – w jednej krótkiej dyskusji nikogo nie przekonamy by porzucił poglądy wpajane mu przez wszystkich od dziecka. Jeśli jednak nasz ukochany/ukochana stwierdzi że nie zmieni swoich poglądów, lub nie chce o tym rozmawiać… nie ma rady, trzeba to uszanować i zamknąć temat. Zawsze pamiętajmy, że związek jest ważniejszy, a bez wzajemnego szacunku nie da się go utrzymać.

Podobnie podchodźmy z wyrozumiałością do tego, że to nasz partner będzie próbował nas nawrócić – w jego pojęciu chce zrobić dla nas coś dobrego i uratować naszą duszę (tak samo jak my chcemy by on lub ona poznał prawdę). I tu również mamy prawo do utrzymania własnych przekonań, a druga osoba powinna to zaakceptować.

Wojujący ateiści, wojujący katolicy

O ile katolickiej drugiej połowie może nie przeszkadzać nasza “ateistyczna krucjata” poza domem, zdecydowanie złym pomysłem jest wciąganie jej w te sprawy. Jeśli musisz już walczyć w tych kwestiach to rób to poza domem, ze znajomymi i ludźmi, którzy być może sami są zafascynowani takimi starciami. Wchodząc jednak do swojej dziewczyny, zdejmuj miecz jeszcze przed drzwiami – to twoja ukochana, nie przeciwnik.

Ślub, dzieci…

Ślub i wychowanie dzieci to prawdopodobnie najtrudniejsze kwestie. Niektórzy ateiści nie przywiązują większej wagi do ślubu kościelnego lub jego braku, i mogliby go zawrzeć, jako rytuał ważny dla ich drugiej połówki. Wydawałoby się że kościół katolicki będzie zadowolony z takiej sytuacji i uprości procedury, aby zachęcić ich do tego sakramentu. Nic bardziej mylnego -tutaj do akcji wkraczają księża, stawiając wciąż nowe problemy, wymuszając różne zachowania i zobowiązania. Bardzo często nauki przedmałżeńskie prowadzone dla takich par mieszanych są… dłuższe niż dla związków osób wierzących.

Jeśli jednak ateista przejdzie pomyślnie przez te, zwykle poniżające dla niego sytuacje, stawia mu się ostateczny warunek. Dzieci muszą być wychowywane w religii chrześcijańskiej. Nie ma mowy o wyborze, o tolerancji czy rozmowie – po prostu muszą. I ateista musi przyrzec podczas ślubu, że tak właśnie będzie wychowywać swe przyszłe pociechy. Oczywiście są tacy którzy zacisną zęby i przełkną i to (być może w głowie zakładając że ta wymuszona przysięga jest nie ważna). Jednak czy od tego wszystkiego nie zaczyna się powoli robić człowiekowi niedobrze? To ma być najważniejszy, najszczęśliwszy dzień w życiu…

Wydaje się że w tym wypadku mniejszym poświęceniem byłaby rezygnacja ze ślubu kościelnego przez ukochaną. A jeśli jednak nasza wybranka marzyła całe życie o “prawdziwym” ślubie, w białej sukni i kościele? Cóż, w ramach “zadośćuczynienia” można przecież założyć białą suknię na ślub cywilny. Czy to wystarczy? Różnie bywa.

Kwestia wychowania dzieci może okazać się znacznie bardziej skomplikowana. Oczywiście dzieciom na tyle dużym, by samodzielnie myśleć powinno się zostawić wolny wybór. Ale co z maluchami? Co z chodzeniem do kościoła, lekcjami religii w szkole? Wiadomo przecież, że takie zajęcia to rodzaj indoktrynacji, a małe dzieci są bardzo na takie zabiegi podatne. Żyjemy jednak w państwie w znacznej mierze katolickim i tutaj za neutralne podejście rozumie się czasem właśnie posyłanie dziecka na religię (o etyce nie będę wspominał, bo w polskich szkołach z jej realizacją, czasem i tak prowadzoną przez księży, jest tragicznie). Cóż, na tę jak i inne kwestie nie ma złotej odpowiedzi. Każda para musi sama dojść w tych kwestiach porozumienia. Przede wszystkim jednak nie należy zamiatać tych spraw pod dywan, bo jedynym sposobem na osiągnięcie tu czegoś konstruktywnego jest szczera, czasem długa i trudna rozmowa.

Nie można zabraniać ukochanej osobie chodzić do kościoła. Ani tego od niej wymagać.
Zdjęcie: mfakheri/Creative Commons

Czy związki ateistów i wierzących są możliwe?

Zobacz wyniki

Loading ... Ładowanie ...

Piotr Folwarniak, polgraphic.com

 

Związki ateistów i wierzących
10 głosów, 3.30 średnia ocen (wynik: 66%)
Przeczytaj również:

Wasze komentarze (10)

  1. Magda pisze:

    Czesc, jestem Magda. Myslalam, ze ten artykul pomoze mi poukladac mysli w mojej glowie. Jestem osoba niewierzaca, chlopak jest protestantem. Pomimo to , ze jestem ochrzczona, mam komunie i bierzmowanie w kosciele katolickim to nigdy w moim rodzinnym domu nie bylo tematu – Bog. Kocham swojego chlopaka, chce dla niego jaknajlepiej , jak on dla mnie ale boje sie przyszlosci. Jemu brakuje Boga w naszym zwiazku, niczego innego. Walczymy o siebie kazdego dnia, kazdej nocy. Wierze w to i mam nadzieje , ze takie zwiazki moga przetrwac! Wazne aby szanowac siebie wzajemnie. Probujemy znalezc jakis kompromis abysmy byli w pelni zadowoleni z tego zwiazku. Pomodlcie sie za nas abysmy przetrwali nadciagajace dni i lata. Pozdrawiam !

    • PolGraphic pisze:

      Jako ateista modlić się nie będę, ale trzymam za Was kciuki. Po prawie roku, jeśli nadal zaglądasz na nasz portal chciałbym zapytać – jak Wam się układa? Do jakich wniosków dochodzicie?

  2. Czytelniczka pisze:

    Jestem praktykującą katoliczką, zaś mój mąż – osobą ochrzczoną, niewierzącą. Łączy nas małżeństwo sakramentalne – tzw. ślub mieszany. Mój mąż wiedział zawsze, że wiara jest dla mnie niezmiernie ważna i że zawarcie małżeństwa sakramentalnego jest naturalną konsekwencją moich poglądów religijnych. Dziękuję mu za to serdecznie, że uszanował to, co dla mnie ważne i że podarował mi niejako ten ślub. Ja z kolei nigdy nie zmuszałam go, żeby występował w “przebraniu katolika” – nie chciałam, żeby przyjmował Komunię świętokradzko. Na ślubie byliśmy sobą – każda strona występowała w takiej roli, jaka była odzwierciedleniem stanu faktycznego.

    Nie ukrywam, że niekompatybilność duchowa jest dla nas najtrudniejszym aspektem naszego związku. Z mojej perspektywy, jest to niestety związek duchowo martwy, pozbawiony swojej “duszy”. Będę się do końca życia modlić za mojego męża, by otrzymał łaskę wiary i byśmy dzięki temu mogli mieć “jedno spojrzenie” na rzeczywistość. To niezmiernie łączy i scala małżonków, jeżeli patrzą w tym samym kierunku.

    Różnimy się w wielu ważnych kwestiach światopoglądowych, ale w wielu (światopoglądowych i nie tylko) na szczęście się zgadzamy i za staramy się budować na tym, co nas łączy.

    Uważam – na podstawie swojego doświadczenia – że podstawą szczęścia związków takich, jak nasz jest bardzo precyzyjne uzgodnienie PRZED ŚLUBEM, jak będzie wyglądało wspólne życie. Żeby potem nie było zdziwienia, że “jedno do Lasa, a drugie do Sasa”. Wszystko musi być omówione w drobnych szczegółach: zwłaszcza podejście do wychowania dzieci, seksu, praktyk religijnych.

    Podstawa to ogromna wrażliwość – żeby się nawzajem nie zranić agresywną niewiarą lub źle pojętą wiarą.

  3. zdeklarowana katoliczka pisze:

    Witam! Opisalam sie tu tak ze ja pierdole i wyskoczyl error. No niewazne… Powiem wam tylko tyle (a mialam tyle do powiedzenia) ze taki zwiazek jak najbardziej ma szanse wystarczy wzajemna tolerancja i rozmowy bez spiny. Spotykalam sie z ateista, mialo z tego wyjsc z tego cos wiecej ale coz, mialy tez na to wplyw inne czynniki. Cchcialam go nawrocic delikatnie, chociaz dla niego to pewnie nie bylo do konca. Teraz wiem ze takie rozmowy moglam sobie darowac ale tez nie do konca i je rozpoaczac kiedy rzeczywiscie mialo cos rozkwitnac. O jego pogladach dowiedzialam sie juz na pierwszym spotkaniu, co moze was zdzwic nawet mnie to pociagalo ze mamy odmienne zdania. To dluzsza historia, bylaby opisana gdyby nie ten error. Chodzimy do tej same szkoly , widze go dosyc czesto ale nic. Reasumujac jestem zdzdania ze to ma przyszlosc, bedzie na pewno na poczatku ciezko ale czego sie nie robi dla ukochanej/ukochanego no i samego siebie. Szukamy drugiej polowki, to ona jest nam przeznaczona, nie bez powodu Bog nam postawil ja na drodze zycia. Ateisci sie ze mna nie zgodza bo nie wierza ale tak to pojmuje chociaz w sumie tak o tym mysle gdy snuje refleksje, tez jestem normalna, spokojnie. :p. W ogole to czytalam ‘bog urojony’ dickensa(swoja droga, ksiazka polecona od niego). Mial racje, myslenie mi sie zmieni po przeczytaniu tej ksiazki, ale nie stalam sie ateistka, jak widac :D mam troche inne poglady moze nawet nie pokrywaja sie ze zasadami chrzescijanstwa, ale najwazniejsze to aby umysl byl wolny i sam dokonywal wyborow. ‘cogito ergo sum’. Polecam ja rowniez, ale dla katolika ktora wiara jest zachwiana wg mnie nie jest to odpowiednia ksiazka. No ale ja tu nie o tym. Na koniec chce powiedziec ze ateisci to tez dobrzy ludzi, nie nalezy ich potepiac i tak samo szanowac jak kazdego innego czlowieka. Moze spotkamy sie w niebie, kto wie. Niezbadane sa wyroki Boga. :)

    • PolGraphic pisze:

      Dziękuję za aktywny udział w temacie, jak i za spojrzenie od tej drugiej strony. Przepraszam też za wspomniany “error”, który przeszkodził Pani w wysłaniu poprzedniej wiadomości ;)

  4. chat pisze:

    Cóż… powiem tak… Jeśli chodzi o poświęcenia “ślubne”. Dla wierzącego ślub jest bardzo ważny, to również przymierze z Bogiem. Większość wierzących nie wyobraża sobie życia bez ślubu kościelnego, więc nie, rezygnacja z niego nie byłaby mniejszym poświęceniem. Taki wierzący całe życia miałby wyrzuty sumienia, poczucie, że żyje w grzechu i robi coś złego, bo jego związek nie został przypieczętowany przez Boga. Jeżeli jeszcze trafi się Wam wierzący czekający z seksem do ślubu, to będzie niezły cyrk. Co chwilę może się pojawiać okres ‘byłam/łem u spowiedzi,nie’, ‘jest post, nie’, ‘dajmy sobie spokój, nie’, albo, co gorsza, ‘ważniejszy/sza jestem dla Ciebie ja czy seks?’ Po pewnym czasie ateista będzie miał tego dość, bo przecież chce się kochać z ukochaną osobą, sprawiać przyjemność i nie rozumie, dlaczego to jest taki problem. Efekt będzie taki, że obydwoje wybuchną i związek po prostu się rozpadnie. Gdy ateista weźmie ślub kościelny, to, owszem, trudniejsze procedury i papiery dodatkowe, ale przynajmniej będzie spokój i mniej barier i problemów. Bo dziecko można ochrzić, posłać do komunii, uświadomić, że np. Tata jest niewierzący,mama wierząca, a jak przyjdzie czas Bierzmowań dziecko już wtedy ‘bardziej’ myslące samo zdecyduje, czy chce iść do Bierzmowania, czy ma to gdzieś, nie cuje tego, nie wierzy i do tego sakramentu po prostu nie przystąpi. I będzie niewierzące. I wszystko będzie ok (chyba że osoba wierząca zacznie histeryzować, że jej dziecko zeszlo na złą drogę i pójdzie do piekła, ale to inna sprawa… :/ )

    • cynamonka pisze:

      Nie zgodzę sie niestety. Dla osoby niewierzacej posylanie ukochanego i niewinnego dziecka w szpony bezwzględnego prania światopoglądu na lekcjach religii lub co gorsza podczas sakramentów jest cierpieniem nie mniejszym niż świadomość życia w “grzechu”. A z raz podjętych decyzji wycofać się nie da. Apostazja z kartotek nie wymazuje. Więc lepiej, żeby dziecię w wieku bierzmowania decydowało czy ma ochotę zapisać się do Instytucji Kościoła, a co za tym idzie czy pragnie świadomie przyjąć chrzest. Niestety punkt widzenia zależy tu od punktu siedzenia i nie ma “mojszej” prawdy i większego cierpienia.. Nie da się tego tak po prostu licytować.

  5. joanna pisze:

    A ja nigdy bym nie zalozylabym sukni slubnej,czylabym sie w niej jak idiotka,kojarzy mi sie to z przebierancem.
    zedklarowana ateistka.

  6. luiza pisze:

    Ja i mój partner oboje jesteśmy ateistami. Więc ślub będzie w USC :-) 80zl, ok. 20min ceremonii i będę żoną. A ile wziąłby ksiądz. Mój brat w tamtym roku brał ślub kościelny. Wybulił, hmm, niech policzę… ok 1700 zł. W tym 250zł za półślubek. Jakim prawem?! 450zł za wynajęcie ekipy dekorującej kościół, bo panna młoda sobie zażyczyła fachowców. Ok 300zł za zaświadczenia blablabla, reszta dla księdza i chórku. To i tak mało bo księdzem był brat cioteczny Młodej, więc dał zniżkę (w dodatku Panna młoda ma siostrę rodzona zakonnice). Swoja droga uważam, ze jako bliska rodzina powinien ten ślub udzielić im za darmo.. (co ja sobie wyobrażałam?) Tyle kasy idzie w błoto. My za “oszczędzone pieniądze” z racji wzięcia ślubu cywilnego, a nie jak chcą rodzice kościelnego pojedziemy na wakacje z naszym obecnie rocznym SYNKIEM :-)

  7. kk pisze:

    Właśnie i co tutaj poradzić, jeżeli po raz drugi trafia się na zagorzałego katolika, który będzie służył kościołowi i księżom po grób, chce nas nawracać, nawet gdy my tego nie chcemy? Suchacz i członek RM. nie przyjmuje do wiadomości żadnych argumentów sprzeciwu, bo jego wiara i Bóg to najlepsze czego może doświadczyć człowiek. Jak pech to pech..

Odpowiedz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>