Ateizm we wszystkich odcieniach

Przekonywać katolika? Prawda, czy tolerancja?

Uświadamiać wierzącego, że jest w błędzie, czy pozostawić ze swoją wiarą? Prawda ponad słodkie kłamstwo religii, czy tolerancja przekonań?

Zdjęcie: CircaSassy/Creative Commons

Pewnie nie raz zastanawialiście się, czy próbować przekonać waszego znajomego, lub członka rodziny, że są w błędzie czcząc nieistniejącego boga. Do którego momentu warto “szerzyć prawdę” o świecie, a od którego lepiej żyć w zgodzie z innymi poprzez nie rozmawianie z nimi o religii?

Prawda Was wyzwoli

Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” – autor ewangelii wg. św. Jana raczej nie miał na myśli uświadamiania ludzi o nieistnieniu nadprzyrodzonych boskich bytów, jednak te jego słowa chyba dobrze tu pasują. Jeżeli traktujemy prawdę, jako coś ważniejszego niż “słodkie kłamstwo” o życiu wiecznym, aniołkach i Świętym Mikołaju, teoretycznie powinniśmy zacząć odsłaniać ją przed ludźmi wokół.

Szczególnie jeśli są to nasi bliscy. Nie chcemy przecież by marnowali swe, jedyne przecież, życie na bezsensownych rytuałach w kościołach, czy modłach. Tak samo jak na przestrzeganiu czasem dziwacznych zakazów i nakazów, które ograniczają ich na każdym kroku. W pewien sposób religia bowiem “niewoli” ich życie. Z punktu widzenia ateisty, jest to kłamstwo, przy pomocy którego kontroluje się ludzi, poprzez “boskie postanowienia”.

Można wtedy odpowiedzieć, że przecież, nawet jeśli jest to tylko iluzja, to niektórzy z tych ludzi są z tą iluzją szczęśliwsi. Z odpowiedzią przychodzą słowa irlandzkiego pisarza, Geogre’a Bernarda Shaw:

Twierdzenie, że wierzący czuje się szczęśliwszy od niewierzącego, nie znaczy nic więcej jak to, że pijany jest szczęśliwszy od trzeźwego.

Czy najlepsze nawet kłamstwo może być rzeczywiście lepsze od gorzkiej prawdy? I czy kochając kogoś powinniśmy wybrać łatwiejszą dla siebie drogę pozostawienia go w tym kłamstwie, dzięki czemu unikniemy wielu nerwów i kłótni?

Są ważniejsze rzeczy, a “wierzącego i tak nie przekonasz”?

Z drugiej strony, nie możemy sprowadzać wszystkiego do kwestii wiary. Są przecież ważniejsze rzeczy, takie jak przyjaźń czy miłość. Nie warto stawiać ich na szali, aby wyprowadzić wierzącego z błędu.

A chyba każdy wie, jak ciężko jest uświadomić wierzącego. Zwykle nie zrobi tego ani jedna, ani setka rozmów, z najlepszymi argumentami. Wierzący po prostu nie myśli w ten sposób. A religia została zbudowana tak, by sprawnie bronić się przed logicznymi argumentami. W ostateczności katolik może zignorować logikę, mówiąc, że jego bóg jest “doskonały” a my jako istoty “niedoskonałe” i tak go nie pojmiemy. Na dodatek zaserwuje nam stwierdzenie, iż religia to sprawa “wiary”, a nie “wiedzy”. Tak więc z samej definicji, niczego nie trzeba w niej udowadniać, wystarczy “uwierzyć” – a uwierzyć można we wszystko. Jeśli na dodatek wymyślimy sobie, że wierzymy w coś, czego nie da się obalić (dodając mu takie przymioty jak “niewidoczny”, “nieodgadniony”, “nieobserwowalny”), wynaleźliśmy pozornie receptę na nieobalane, choć też niepotwierdzalne i irracjonalne przekonanie.

Czy więc warto podejmować się trudu dyskusji? Zwykle nie. Możemy natomiast próbować naświetlać od czasu do czasu różne nieścisłości w religii takiej osoby, lub konflikty wiary z moralnością, nauką czy historią. Nic nie pomoże w odkryciu prawdy, jeśli nie uda się skłonić wierzącego do własnych i samodzielnych przemyśleń nad tymi “zgrzytami” w jego światopoglądzie, które Kościół stara się zagłuszyć.

Jeśli jednak osoba taka daje nam wyraźnie do zrozumienia, że nasze próby jej się nie podobają, powinniśmy je zakończyć. Na siłę nikogo nie wyprowadzimy z matrix’a. Na pewno da się natomiast nieumyślnie zrujnować takim próbowaniem naszą znajomość.

Granice tolerancji – kiedy jednak trzeba przekonywać?

A czy istnieją sytuacje, kiedy praktycznie jasne jest, że należy podjąć się walki z kłamstwem jakim jest religia? Oczywiście, że tak. Zawsze wtedy gdy tolerancja wiary innych ludzi niesie za sobą nietolerancję ateistów. Przykładem może być ustanawianie prawa, które w duchu religii ogranicza prawa człowieka do chociażby eutanazji, czy rozwodu, szykanuje osoby niewierzące, lub faworyzuje wierzących. Podobnie wygląda sprawa wprowadzania powszechnego podatku na Kościół, obowiązującego również w Polsce, nieważne czy jest się wierzącym czy nie i czy wyraża się na niego zgodę.

Całkowicie ignorując ludzi będących pod wpływem iluzji religii pozostawiamy jej wolne pole do popisu w zakresie powiększania swych wpływów na wszystkich, a więc pośrednio również na nas. Nie można więc powiedzieć, że żyjemy na samotnej wyspie i “tolerancja” wiary innych nigdy nie przynosi nam skutków, takich jak wymuszanie jej dogmatów w naszym życiu.

Powinniśmy więc wyraźnie sprzeciwiać się mieszaniu się religii do polityki czy państwa (również w postaci symbolicznej, jak krzyże w szkołach czy urzędach). Jednocześnie warto uszanować tych, którzy z własnej woli chcą pozostać w wierze, o ile zachowują ją dla siebie i nie wynoszą swej iluzji poza przestrzeń prywatną – nie jest ona wtedy dla nikogo, może z wyjątkiem nich samych, szkodliwa.

 Piotr Folwarniak, polgraphic.com

Przekonywać katolika? Prawda, czy tolerancja?
12 głosów, 3.67 średnia ocen (wynik: 73%)
Przeczytaj również:

Wasze komentarze (17)

  1. Igasonia pisze:

    Ludzie, zostawcie tych chorych z nienawiści zakłamanych katolików. Nie zniżajcie się do ich poziomu, nie podejmujcie z nimi dyskusji, bo Was zarażą swoją głupotą. Kościół był zawsze wrzodem na dumie ludzkości, a żadna religia nie jest tak zakłamania jak katolicyzm, i żadna instytucja nie jest tak pełna hipokryzji jak kk. Szkoda energii. Sami przewrażliwieni na swoim punkcie do granic przyzwoitości, a jak się widzi jak traktują innych to można się tylko zapytać czy tego ich uczył ten ich cały Jezus Chrystus czy jak mu tam było. I to ich zawłaszczanie uniwersalnych wartości. “Bóg jest miłością”. Po pierwsze dziwnie tą miłość pojmują skoro tak nienawidzą i tępią wszystkich którym nie po drodze z nimi, a po drugie nie wiem kto im dał prawo do twierdzenia że miłością jest bóg tylko katolicki. Miłość jest istotą każdej religii i każdej filozofii choć trochę pozytywnej. Chyba że chodzi im o tę dziwnie pojętą miłość pełną nienawiści i nietolerancji. Patrzcie ile w nich fałszu i obłudy. Ci co są za prawem do “życia od poczęcia” i przeciwko eutanazji, trąbiąc że tylko bóg, ich katolicki oczywiście, ma prawo decydować o życiu i śmierci, ci ludzie najczęściej są jednocześnie za karą śmierci wobec życia nagrodzonego. A im ciekawe dał prawo do decydowania o ludzkim życiu. Bo chyba nie ten bóg który dał im 10 przykazań w tym piąte “nie zabijaj”. Wysoko się stawiają, na równi z tym ich bogiem wobec którego rzekomo człowiek jest taki malutki… A najsmieszniejsi są ci którzy Conchitę Wurst za brodę tępili a sami w długich sukienkach chodzą… Zostawcie ich z ich własnymi urojeniami. Niech się kiszą we własnym sosie. Pozdrawiam wszystkich ateistów, agnostyków i wszystkich którzy uważają że religia powinna być prywatną sprawą człowieka. Edyta

  2. luna pisze:

    Religie zawsze byly i sa hamulcem rozwoju i gdyby nie potega i sila nauki jej niepochamowany ped do rozwoju i poznania,to zapewne dalej tkwilibysmy w miejscu zyjac w totalnej niewiedzy o swiecie ktory nas otacza.Na dodatek chcac nie chcac religie kojarza mi sie z wojnami ,przemoca,zbrodnia itp. Z czyms takim nie chce miec nic wspolnego.Zycie jest cudem natury i jest zbyt krotkie,zeby zawracac sobie glowe religijnymi mitami.Szkoda zachodu.

    • JMatusiak pisze:

      A czym jest rozwój? Dlaczego jest taki konieczny? Jakie jest najwyższe stadium rozwoju? Jaka jest cena i nagroda za wszechwiedzę? Może też jest zbyt krótkie życie, by zawracać sobie głowę nauką, bo przecież odrazu na starcie jesteśmy skazani na przegraną – nie zdążymy się dowiedzieć wszystkiego!? Ważne jest pytanie o sens mojej i jakiejkolwiek aktywności! Jest to pytanie wykraczające poza naukę, jest to pytanie filozoficzne, a religia jest opcją w myśleniu filozoficznym i jako taka potrafi dać poczucie sensu. Czegoś, czego nie da sama nauka, będąca w nieustannym rozwoju, ale jeszcze nie do końca będąc rozwiniętą ;) Czyż nie najlepszą opcją właśnie teraz jest, podziwiać świat, zachwycać się nim okiem nauki, ale wykraczać poza nią w poszukiwaniu sensu za pomocą filozofii, w tym też i religii :) Taki człowiek, będzie możliwie najbardziej szczęśliwy. Możliwie, bo do puki jest ograniczony, do puki nie będzie jak Bóg, to może zapomnieć o pełni szczęścia i wolności, NIEOSIĄGALNE dla niego! Sama nauka też nie da szczęścia i nawet religia podobnie, bo szczęście jak się zdaje zawarte jest w słowie Miłość. Ale jeśli sprowadzimy ją tylko do poziomu analizy naukowej, to okradniemy ją z mistycyzmu i zabijemy sens wszelkiego zachwytu nad światem :) Nauka to potrafi, dlatego tak człowiek potrzebuje filozofii, potrzebuje religii!!!! Czyż nie!

  3. luna pisze:

    Prawie niemozliwe jest przekonanie katolika ,ze jego wiara chrzescijanska,katolicka to tylko mit przekazywany od wiekow z pokolenia na pokolenie.Katolik musialby sie sam otworzyc na swiat,na wiedze poparta naukowymi dowodami i musialby zaczac myslec niezaleznie,a to wcale nie jest takie proste,niestety.

    • Anonim pisze:

      Uogólnienie!
      Mówisz o przekonywaniu fanatyków!
      Fanatyka trudno przekonać zarówno do tego, co jest złe, jak i do tego, że coś jest dobre! Chociaż dobro i zło nie istnieje!!!
      Metodą na uwolnienie fanatyka jest zburzenie jego obrazu świata, ale do tego trzeba mieć ogromną pewność siebie i wiarę!
      Fanatyzm zazwyczaj będzie skrajnym głosem w sprawie, z powodu skłonności odbierania ludziom wiary w to w co wierzą by zaszczepić w nich to, w co sami wierzymy.
      Błogosławiony fanatyk który dojrzy swój fanatyzm! :D
      Myślę, że są postawy o wiele bardziej korzystne niż jakakolwiek skrajna postawa na biegunach! Jeśli nie chcesz odpoczywać, to wiele się nauczysz!
      Wszystkiego dobrego!!!

      Inlakesh!

  4. Andy pisze:

    Raczej trudno przekonać osobę religijną o nieistnieniu boga/bogów. To tak, jakby przekonywać kogoś mocno wierzącego w życiowe szczęście do niewiary w swoje urodzenie pod “szczęśliwą gwiazdę” albo też na odwrót, z pesymisty próbować zrobić optymistę. Wszystko są to czysto abstrakcyjne założenia, w przypadku religii wzbogacone dodatkowo opisami cudów i super-bohaterów, którzy tymi cudami administrują (zmartwychwstanie, duchy w niebie/po prawicy ojca, itd.). Sama idea takiego przekonywania jest chybiona, bo poza reakcją alergiczną rzadko wywołuje jakiś skutek. Działa to oczywiście w obydwie strony i podobnie trudno jest przekonać racjonalistę o istnieniu jakichś duchów mających wielką moc. Rozgrywka idzie tylko o wpływy “managerów projektu” – tu jest pole do popisu dla wszelkiej maści przekonywaczy. Po jednej stronie zabiera czas antenowy i kosi kasę biskup lub wydawca pisma katolickiego, czy innej “strażnicy”, a po drugiej mówca “wykładający” ateizm lub wydawca NIE i podobnych gazet. Na krajowym gruncie na razie nie doprowadza to do krwawej walki, więc na dzień dzisiejszy spór mieści się w ramach tolerancji. Niezależnie od tego, że jako dziecko modliłem się do starszego pana w niebiosach, a dziś traktuję religię jako zbędny dorosłym dziecięcy folklor, prawdę jak zwykle każdy ma swoją.

  5. Maciej pisze:

    Można Bogu powiedzieć NIE, natomiast, nie można negować istnienia kogoś kto jest wśród nas. Równie dobrze, mogę twierdzić, że ateiści to ufoludki (osobiście żadnego nie znam, nie widziałem) nie słyszałem, nie widziałem, więc wy ateiści nie istniejecie, nie ma was !

    • Ann pisze:

      Powiedzieć bogu “nie” oznacza uznanie że istnieje. Neguję istnieje Twojego boga tak samo jak istnienie Zeusa, Jowisza, Wisznu i innych.

      Możesz powiedzieć NIE Zeusowi, ale nie możesz negować jego istnienia.

    • luna pisze:

      Nie za duzo arogancji? Was wierzacych jest duzo i dlatego duzo jest tez zla na swiecie. Twoj swiat jest widac mikroskopijny albo masz zacme i dlatego nic nie widzisz nawet czubka wlasnego nosa.

  6. Pordi pisze:

    Uważam, że absolutnie nie masz racji. Bóg to miłość, a ty tego nie widzisz, lecz cyz fakt, że tego nie widzisz czy to oznacza, że tego nie ma ? Zmień perspektywę bracie.

  7. No name pisze:

    Ciekawe. Przekonywać wierzących, że są w błędzie. No cóż to my wierzący będziemy was ateistów przekonywać, że wy jesteście w błędzie :)

    • luna pisze:

      Ateista stara sie przekonywac przy pomocy argumentow,naukowych dowodow,ktore sa spojne i oczywiste.Dowody owe sa efektem gigantycznej pracy wielu uczonych i badaczy. Gdyby nie owi uczeni,cala nauka i zwiazany z nia postep,zapewne dalej uwazalibysmy,ze slonce krazy wokol ziemi itd.itp.Wierzacy w boga oprocz bibli nie maja nic na potwierdzenie swoich tez. Dlatego wiara w boga pozostanie tylko wiara.

  8. Piotrek pisze:

    Klasyczny dylemat: Racja, czy Relacja ;)

  9. Chretienne pisze:

    Czy ty w ogóle wiesz o jakiej prawdzie mówisz? Twoja prawda może być fałszem, przyjmij to do świadomości. Prawda jak zawsze tkwi po środku, trzeba ją odszukać, bo na talerzu podają kłamliwą papkę.

    • luna pisze:

      Mam do Ciebie pytanie.Czy wierzysz w to ze bog stworzyl wszystko 6 tys lat temu,czy wierzysz,ze wrzechswiat powstal ok 13 mld lat temu w wyniku wielkiego wybuchu co do ktorego przyczyny nauka nie ma pewnosci?

Odpowiedz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>