Ateizm we wszystkich odcieniach

Dlaczego ateista, a nie agnostyk?

“Nie ma powodów wierzyć w Boga”. A może jednak “nie ma powodów wierzyć, ani nie wierzyć w jego istnienie”? Dlaczego ateista, nie agnostyk?

Czy powinniśmy brać pod uwagę możliwość istnienia Boga?

Są różne powody, aby nie wierzyć w Boga. Skupmy się jednak teraz na tym chyba najbardziej podstawowym – “nie wierzę w Boga, ponieważ nie znam wystarczających dowodów na jego istnienie”. Uzasadnienie zdaje się proste i logiczne. A więc, ateizm? I w tym właśnie miejscu przychodzi do nas agnostyk mówiąc “chwila, nie ma dowodów na istnienie Boga, ale nie ma też dowodów na jego nieistnienie”. Logiczne zaczyna wydawać się, że skoro nie możemy udowodnić ani jego istnienia, ani jego braku, należy skłonić się do agnostycyzmu (“wiem, że nic nie wiem”).

A teraz zastanówmy się nad inną sytuacją. Przychodzi do nas znajomy i oświadcza, że kosmici manipulowali jego umysłem, przez co oczywiście nie mógł przyjść wczoraj na umówione spotkanie. Nie ma dowodów na to że tak było,nie da się też udowodnić, że tak się nie stało. Czy jednak jakikolwiek racjonalnie myślący człowiek uwierzy w jego historię? Czemu mielibyśmy zachowywać się inaczej, gdy ktoś twierdzi że jakaś nadprzyrodzona istota kieruje naszym życiem, stworzyła wszechświat i decyduje co stanie się z nami po śmierci?

“Religia” – nie obalisz, więc nie możesz zaprzeczyć? Zdjęcie: Dale Spencer/Creative Commons

Agnostyk “na wszelki wypadek”

Na pewno jednym z powodów dla których “na wszelki wypadek” nie odrzucamy możliwości istnienia Boga jest strach. Większość z nas woli wierzyć w słodkie kłamstwo, niż przyjąć do siebie prawdę. Ale tak robią wierzący – agnostyk natomiast wydaje się tutaj osobą próbującą zająć wygodne stanowisko pomiędzy logiczną prawdą, a przyjemnym kłamstwem istnienia Boga. Ale nie da się zjeść jabłka i mieć jabłka… A sam fakt, że bardzo wiele osób wierzy w Boga oczywiście niczego nie zmienia. Dobrze oddają to słowa Bertnarda Russella, wybitnego brytyjskiego filozofa i matematyka ubiegłego wieku:

Fakt, iż jakiś pogląd jest szeroko rozpowszechniony, nie stanowi żadnego dowodu na to, że nie jest on całkowicie absurdalny. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że większość ludzkości jest zwyczajnie głupia, należy oczekiwać z dużym prawdopodobieństwem, iż powszechnie panujące przekonania będą raczej idiotyczne niż rozsądne.

Jest teza, musi być dowód

Agnostycy wychodzą z założenia, że skoro nie da się udowodnić ani istnienia, ani nieistnienia Boga, należy założyć że nie można mówić kto ma rację – ateiści czy teiści (wierzący w Boga). I tutaj ponownie można by zacytować wspomnianego już Bertnarda Russella:

Wielu fundamentalistów twierdzi, że w interesie sceptyków jest obalanie dogmatów, a nie, że w interesie ortodoksów jest ich potwierdzanie. To oczywiście błąd. Jeśli zasugerowałbym, że pomiędzy Ziemią a Marsem po eliptycznej orbicie wokół Słońca podróżuje chiński czajniczek, nikt nie mógłby podważyć tego twierdzenia zakładając, że dodałbym, iż czajniczek jest zbyt mały, by można go było dostrzec nawet za pomocą najbardziej potężnych teleskopów.

Jeżeli stawiamy jakaś tezę (np. istnienie Boga, lub chińskiego czajniczka na orbicie Słońca), to MY musimy tę tezę udowodnić. Nie wystarczy, że czegoś nie da się obalić. W logice tezy bez dowodów, nawet gdy brak kontr-dowodów, pozostają bezwartościowe. Gdyby ludzie przykładami wagę do każdej nieudowodnionej (ale również niemożliwej do obalenia) tezy, musielibyśmy na identycznych zasadach co w wypadku Boga, założyć za prawdopodobne: istnienie niewidzialnego różowego jednorożca, Latającego Potwora Spaghetti, czy ufo. Tak jak nieskończonej liczby wszelkich pozostałych elementów tej wyliczanki – wystarczy założyć warunki, w których inni będą mieć problemy z obaleniem naszych urojeń. Zaprzeczamy jednak od razu latającym na orbicie tosterom, Zeusowi i innym – czemu Boga mielibyśmy traktować inaczej i kwitować jedynie agnostycznym “nie wierzę, ale nie zaprzeczam”?

Potwierdzać, czy zaprzeczać? Powstrzymać się od swojej opinii? A może jedno i drugie? Zdjęcie: David Maddison/Creative Commons

“Połowa szans”

Nieco inaczej sytuacja ma się w wypadku tez, których co prawda nie potrafimy z pewnością potwierdzić, jednak wydają się one wysoce prawdopodobne. Chociażby teoria ewolucji – jest ona warta uwzględnienia w biologii, nawet gdyby okazała się kiedyś błędna lub niedokładna. Przy stanie naszej obecnej wiedzy mało rozsądne byłoby całkowite wykluczenie jej prawdziwości, można więc “ufać” w teorię ewolucji, bądź pozostać “agnostykiem ewolucyjnym”.

W wypadku wiary jednak jest inaczej. Nawet jeżeli liczne, to jednak niskiej jakości “dowody” to wciąż brak dowodów. Większa liczba “cudów”, tak samo jak porwań kosmitów nie wzmacnia tezy na istnienie Boga czy ufo. W logice liczy się jakość, nie ilość argumentów, ani to jak bardzo chcielibyśmy żeby coś było prawdą.

Mówiąc o agnostycyzmie, warto jeszcze zaznaczyć, że często mylnie rozumie się go jedynie w kontekście wiary. I o takim właśnie, potocznie rozumianym agnostycyzmie była mowa w tym artykule . Natomiast agnostycyzm, w pełnym rozumieniu tego słowa, jest poglądem filozoficznym który zakłada, że niemożliwe jest całkowite poznanie rzeczywistości, nie tylko Boga.

Piotr Folwarniak, polgraphic.com

Dlaczego ateista, a nie agnostyk?
4 głosów, 4.75 średnia ocen (wynik: 92%)
Przeczytaj również:

Wasze komentarze (2)

  1. broton pisze:

    … pokrętna logika – wyobraźmy sobie oto taki porządek prawny (logiki prawnej) – “nie ma dowodu na to , iż nie zgwałciłeś tej kobiety – idziesz siedzieć…”

    • moreno pisze:

      Żeby twój przykład był analogiczny: “nie ma dowodu (i żadnych logicznych przesłanek), że zgwałciłeś tę kobietę – nie idziesz siedzieć”, albo “nie ma dowodu (i żadnych logicznych podstaw by uważać), iż nie zgwałciłeś tej kobiety – idziesz siedzieć”.

      Po co zajmować się czymś, co do czego nie ma żadnych logicznych przesłanek? Takich spraw jest 5mld, mam być “agnostykiem” do wszystkich? Dlaczego Boga tego czy tamtego mam traktować inaczej niż krasnoludki (“nie mogę wykluczyć istnienia krasnoludków, lepiej nie zaprzeczać”).
      Ty chcesz gościa skazać na wiezienie, a więc już się zajmujesz sprawą – to co innego.

Odpowiedz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>